Samoświadomość – na czym polega i jak ją rozwinąć?

samoświadomość, na czym polega i jak ją rozwinąć?

Samoświadomość to wiedza na temat własnych i aktualnych potrzeb, zasobów, ograniczeń, pragnień, emocji czy myśli. To wszystko, co wiemy sami o sobie. Obraz ten często zaburza wewnętrzny krytyk, który przejmuje kontrolę nad naszym życiem, przysłaniając to, co dobre. Jak w takim razie rozwijać samoświadomość i poczucie własnej wartości?

Czego potrzebuję, co dzieje się w moim wnętrzu?

Jak wiele osób faktycznie zastanawia się nad własnymi potrzebami? Czy myślimy, na co mamy chęć, ochotę? Czy bliższe jest nam odczytywanie potrzeb płynących z otoczenia i jedynie na nie potrafimy odpowiadać. Niestety, coraz częściej obserwuję, że ludzie spełniają oczekiwania świata a nie swoje własne. Nie mają pojęcia, na co mają w danym momencie ochotę, co sprawia, że się śmieją a co, że się wzruszają. Jesteśmy świetnymi obserwatorami świata zewnętrznego, wiemy, czego potrzeba naszym dzieciom, co czuje nasz partner, mama. Niestety nie wiemy, co dzieje się z nami, w naszym wnętrzu. Nie umiemy też często określić, co sprawi, że będziemy szczęśliwi.


Skąd takie braki? Myślę, że w największej mierze pokutuje tu pojęcie egoizmu. Tak. To, że zatrzymujemy się nad sobą, często jest odbierane, jako zadufanie, samouwielbienie, chełpienie się i temu podobne. Muszę przyznać, że osobiście mnie to przeraża.

Samoświadomość, samoocena i poczucie własnej wartości

Czy świadomość tego, że uwielbiam śpiewać, choć nie kwalifikuję się do eurowizji, daje mi prawo do śpiewania publicznie? Czy fakt, że uwielbiam biegać, choć zawsze wbiegam niemal ostatnia na metę, daje mi prawo mówienia o sobie – biegaczka? Czy mogę marzyć o maratonie? A może fakt, że w większości sklepów numerek na ubraniu, które mogę wcisnąć na swobodnym oddechu nie ma 3 z przodu może świadczyć o tym, że jestem atrakcyjna? Piękna?
Samoświadomość płata nam mnóstwo figli, bo współistnieje z samooceną i poczuciem wartości. A taki komplet nie wróży łaskawości dla samego siebie. Bo owszem, nasza koleżanka mogła przytyć w pandemii, bo przecież tak ciężko ją znosiła, dzieciaki dawały popalić, wszyscy na kupie. A druga też jest usprawiedliwiona, bo kupiła w pandemii tego pomocnika kuchennego w promocji, co to robi wszystko za nią. I teraz chlebki, zupki. Nie ma się co dziwić, że utyli. Ale ja? No nie ma żadnego wytłumaczenia. Samoświadomość zapala czerwoną kontrolkę! Krytyk wewnętrzny szaleje i uświadamiamy sobie tylko to, co złe i oceniające.


Wynika z tego, że nasza samoświadomość wykształciła się świetnie w obrębie negatywnej oceny samych siebie, porównywania do innych i rozliczania się z tego, co nam nie wyszło. Czy to dobrze nam wróży? Czy zachęca nas do działania i podejmowania wyzwań, skoro przekonanie na nasz własny temat jest tak słabe?

Jak zacząć dostrzegać to, co dobre? – ćwiczenie

A co gdyby zacząć myśleć o tym co dla nas dobre? Może spisując codziennie na kartce papieru (tak, taki starodawny sposób kocham najbardziej) to, co w ciągu dnia zrobiliśmy dobrego, co smacznego zjedliśmy, za co jesteśmy sobie wdzięczni? Metoda ta pozwala dostrzec pozytywne aspekty życia i codzienne, nawet te niewielkie sukcesy. Daje poczucie szacunku i rozbudza miłość do samego siebie.
Kiedy proponuję to ćwiczenie moim pacjentom, początkowo nie mają pojęcia, co mogliby napisać. Przecież nie zrobili dzisiaj nic wielkiego. Pytam wtedy: w takim razie, co małego udało się zrealizować? Zadbałeś o siebie jedząc pożywne śniadanie? A może wyjątkowo dziś przygotowałeś coś wykwintnego i sprawiło Ci to radość? Być może szykując się do pracy czy szkoły włączyłaś ulubioną muzykę i pozytywnie nastroiłaś się na nadchodzący dzień? To są właśnie te rzeczy, które mamy spisywać. Bo zupełnie zapominamy, że to z tych maleńkich kawałeczków składamy świadomość tego, że jesteśmy w czymś dobrzy albo coś nam sprawia przyjemność.


Budowanie samoświadomości to praca na całe życie. Może być trudną, wyboistą drogą, pełną krytyki i obarczania siebie za wszystko, co złe. Może też być ścieżką odkrywania swoich potrzeb, przyjemności, radości, bez porównywania się z resztą świata, który zupełnie nie musi mieć tych samych potrzeb co my.